czwartek, 2 lipca 2015

Ciąg dalszy zmian w pokoju nastolatka


Udało się.  
Wreszcie zrealizowałam plan związany z pościelą do pokoju naszego nastolatka. 
Miałam jeszcze kilka sztuk pościeli bawełnianej białej, pod którą nikt nie chciał spać. 
Przy okazji zmian, postanowiłam ją wykorzystać.
Naszyłam paski z materiału z Londynem na poszewkę na poduszkę i na poszwę. Uszyłam poszewkę na "jaśka". Efekt jest całkiem przyjemny dla oka. Nastolatek nie protestował, co już jest sporą radością (bo różnie bywa...). Uszyłam dwa komplety. Będzie na zmianę. 







Tyle na dzisiaj. Pozdrawiam serdecznie:)

wtorek, 30 czerwca 2015

Wisiorki i korale przejrzyście i estetycznie


Ja - kobieta "mało estetyczna", postanowiłam nieco to zmienić. Stwierdziłam, że najłatwiej będzie zacząć zmiany od wprowadzania dodatków do swojego "odzienia". Nawet zwykła czarna bluzeczka z ładnym wisiorkiem wygląda lepiej niż bez niego. Takie jest moje zdanie. Posiadam skromną kolekcję dodatków (piszę o wisiorkach, koralach, bransoletkach i kolczykach z kamieni, metalu lub plastików), ale rzadko z nich korzystałam, bo spoczywały, w świętym spokoju, w koszyczku. Oczywiście plątały się. A wychodząc nie zawsze miałam czas na ich rozplątywanie. I tym sposobem pozostawały, stale 
i niezmiennie, zjednoczone i splątane, w koszyczku. 
Znalazłam kilka sposobów na uporządkowanie moich zbiorów. Wybrałam najprostszy. Stare ramki, co do których miałam pewność, że już ich nie powieszę na ścianach pozbawiłam środka, czyli szybki i tektury. Męża poprosiłam o przycięcie płyty pilśniowej na wymiar wnętrza ramki (odrysowałam na płycie tekturę). A następnie włożyłam płytę w ramkę. Mąż przybił te ramki do boków wiszących półek w garderobie. Ja wkręciłam małe śrubki w płyty i powstała uporządkowana forma, gdzie każdy element jest dostępny, wszystko jest przejrzyste i  nie wymaga rozplątywania.
Tanio i szybko. Oczywiście zawartość moich zbiorów nie zachwyci zapewne wszystkich, ale o gustach się nie dyskutuje... Moje gadżety, mój gust. Ale pomysł może się komuś przydać. Polecam :)




niedziela, 7 czerwca 2015

Zbliżają się wakacje - czas podróży

Mój zachwyt nad woreczkami

Moja babcia Rozalka, która była osobą wielu talentów: umiała szyć, robiła piękne kwiaty z bibuły (niestety nie zachowały się), wspaniale gotowała i piekła, znała się na ziołach. Była pierwszą znaną mi twórczynią woreczków. Przechowywała w nich różne "dary natury". Do dziś (choć babcia już nie żyje), wspominamy jej worki, woreczki. Minęło wiele lat, w trakcie których miałam mieszane uczucia co do zdolności i "ekscentryczności" mojej babci. Teraz, kiedy sama jestem dorosłą kobietą, zaczynam bardziej je doceniać.
Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że na platformie handlowej Allegro można kupić różne, przeróżne woreczki i te, które mnie zachwyciły najbardziej, woreczki podróżne. Zróżnicowanie jakościowe, cenowe, kolorystyczne - spore. Uszyłam więc takie dla mojej rodzinki. A ponieważ mamy trójkę dzieci, to wiadomo - trochę szycia było. Obszyłam też w woreczki kilka znajomych osób. Zasada jest prosta. Wyjeżdżając pakujemy bieliznę osobistą do woreczka z napisem "czyste". W trakcie wyjazdu, wrzucamy brudną bieliznę do drugiego woreczka z napisem "brudne". A w walizce, lub innej torbie podróżnej, panuje porządek:)  Muszę przyznać, że początki oswajania z woreczkami naszych dzieci nie były łatwe. Nadal wrzucały do toreb brudną bieliznę a raz na jakiś czas do woreczka.... Ale to się zmieniło. Teraz, kiedy wyjeżdżają, same upominają się o woreczki. A nasza najmłodsza Em-tynka, nawet na weekend u koleżanki pakuje woreczki (sama wybrała tkaninę, z której są uszyte a napisy zażyczyła sobie po angielsku).
Nasz nastolatek po przyjeździe wrzuca do prania cały worek z napisem "brudne" i ma "z głowy".


Mój mąż również polubił pakowanie bielizny w woreczki, a tak wygląda jego komplet


A najstarsza córka wybrała sobie woreczki w kwiatki, ale ma je ze sobą, więc ich nie pokażę.


Takie dostała córka naszych znajomych: 


i inni....







  











A teraz próbując rozkręcić własną działalność uszyłam i wystawiłam na sprzedaż kilka innych wzorów. Ale najlepsze jest to (dla mnie), że zrobiłam swoje tło i jestem z niego dumna  jak "małe dziecko".
Pokażę Wam:

















Uszyłam komplety składające się z trzech woreczków, bo z własnego doświadczenia wiem, że taki zestaw sprawdza się najbardziej. Do małego woreczka na wyjazd można spakować: leki, opatrunki lub dodatki do włosów, takie jak: spinki, gumki, klamerki. A po zakończeniu podróży można spakować do niego duże woreczki i mieć pewność, że nie rozbiegną się i nie pogubią.
Polecam wszystkim:)
A o Tobie Anetko pamiętam:)

środa, 27 maja 2015

Pokój Em-tynki - muzykalnej dziewczynki :)

Kiedy skończyłam pokój naszego nastolatka, 
odezwała się się nasza "jeszcze nie nastolatka" lub inaczej - "prawie nastolatka", 
że ona też pragnie zmian w pokoju. 
Nie chciała dłużej "dziecięcego"pokoju. 
Więc uszyłam firany


Do kompletu obszyłam abażur lampki 
(oczywiście najpierw dziadek musiał zrobić szkielet abażuru - wyszło znakomicie)

następnie uszyłam moskitierę


oraz organizator na małe maskotki "prawie nastolatki"

Oczywiście ciąg dalszy nastąpi... 
o czym napiszę po zakończeniu prac...
Pozdrawiam:)


poniedziałek, 4 maja 2015

Zmiany w pokoju naszego nastolatka

Zmiany w pokoju naszego nastolatka 
zaczęły się od nowego wystroju okna. 
Najpierw uszyłam nową firankę, a do niej przerobiłam roletę  (mechanizm pozostał - zmieniłam jedynie materiał).
Całość wygląda tak:



Tyle, że po wejściu do pokoju straszył, bo kompletnie nie pasował, tapczan. Postanowiłam więc zmienić kolejny element. Wymyśliłam, że narzutę na tapczan uszyję ze starych jeansów. Poprosiłam moje niezawodne koleżanki i okazało się, że niepotrzebnych spodni znalazło się całkiem sporo. Pozostało wykonanie. Trwało to, trwało i trwało, coś około tygodnia, aż w końcu dotarłam do etapu końcowego, który wygląda tak:


Dorobiłam jeszcze z reszty materiału imitację obrazu 
(naciągając na ramę z płótnem materiał i mocując go takerem). 
Mam jeszcze pewne plany odnośnie tego pokoju, 
ale o tym później... 
Pozdrawiam:)

czwartek, 16 kwietnia 2015

Historia pewnej jabłonki

Oto historia pewnej jabłonki.
Postanowiłam zrobić samodzielnie nowe ramki do kuchni. Miałam pomysł, brakowało materiałów do wykonania. Odwiedziłam znajomego stolarza, który za bardzo przyjemną cenę, zrobił mi dokładnie takie podstawy ramek, jakie chciałam.

 Kiedy zastanawiałam się czym je ozdobić, a właściwie jakimi patyczkami, mój mąż powiedział, że idzie przyciąć jabłonkę.

 I sprawa sama się rozwiązała. Mąż przyciął jabłonkę, ja zrobiłam ramki,
 








i patyczkowy bukiecik, 
i osłonkę na doniczkę ze storczykiem.
 A ponieważ miałam potrzebę zrobienia jeszcze "literki",
 więc ją zrobiłam.
 Zachęcona efektami i zbliżającymi się świętami, przerobiłam ramki na wielkanocne:
A ponieważ mam całkiem ładną doniczkę, osłonkę czy "nie wiadomo co", to postanowiłam do niej dorobić jajko. Jedynym pomysłem jaki przeszedł do mej głowy, było ozdobienie styropianowego jajka dawną walutą naszych sąsiadów. Komponowało się to kolorystycznie. Ale jak to umocować? Przydały się gałązki z jabłonki! 
Ale brakowało mi jeszcze jeszcze jednej dekoracji do łazienki.
I tutaj po raz kolejny przyszły z pomocą gałązki z jabłonki....
i monety sąsiadów, które wyszły z obiegu....
 
Podsumowując, pragnę ogłosić wszem i wobec, że czasami jedna mała jabłonka, może dostarczyć mnóstwo radości i zdobić nie tylko będąc jabłonką, ale też w postaci patyczków.
 I zacytuję moją Kuzyneczkę, kiedy zobaczyła co zrobiłam: "Lubię patyczki".