Ja - kobieta "mało estetyczna", postanowiłam nieco to zmienić. Stwierdziłam, że najłatwiej będzie zacząć zmiany od wprowadzania dodatków do swojego "odzienia". Nawet zwykła czarna bluzeczka z ładnym wisiorkiem wygląda lepiej niż bez niego. Takie jest moje zdanie. Posiadam skromną kolekcję dodatków (piszę o wisiorkach, koralach, bransoletkach i kolczykach z kamieni, metalu lub plastików), ale rzadko z nich korzystałam, bo spoczywały, w świętym spokoju, w koszyczku. Oczywiście plątały się. A wychodząc nie zawsze miałam czas na ich rozplątywanie. I tym sposobem pozostawały, stale
i niezmiennie, zjednoczone i splątane, w koszyczku.
i niezmiennie, zjednoczone i splątane, w koszyczku.
Znalazłam kilka sposobów na uporządkowanie moich zbiorów. Wybrałam najprostszy. Stare ramki, co do których miałam pewność, że już ich nie powieszę na ścianach pozbawiłam środka, czyli szybki i tektury. Męża poprosiłam o przycięcie płyty pilśniowej na wymiar wnętrza ramki (odrysowałam na płycie tekturę). A następnie włożyłam płytę w ramkę. Mąż przybił te ramki do boków wiszących półek w garderobie. Ja wkręciłam małe śrubki w płyty i powstała uporządkowana forma, gdzie każdy element jest dostępny, wszystko jest przejrzyste i nie wymaga rozplątywania.
Tanio i szybko. Oczywiście zawartość moich zbiorów nie zachwyci zapewne wszystkich, ale o gustach się nie dyskutuje... Moje gadżety, mój gust. Ale pomysł może się komuś przydać. Polecam :)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz