czwartek, 24 listopada 2016

Wspomnienia z wakacji...


W tym roku, dzięki uprzejmości naszych znajomych, mogliśmy cieszyć się z możliwości zwiedzania Norwegii. Przepięknie, cudnie, rewelacyjnie...
Towarzystwo syna naszych znajomych, zafascynowanego tym krajem zaowocowało tym, że poznaliśmy anegdoty i historie o życiu codziennym tego kraju. Trafiliśmy rewelacyjnie. 
Wspaniałe towarzystwo, cudowne miejsca i niesamowite przeżycia. 
Mój zachwyt i wdzięczność są nie do opisania. A zwiedziliśmy tylko południe. 
Gdybyśmy zwiedzili także północ chyba nie chciałabym wracać...
Postanowiłam pokazać kilka tutaj kilka rzeczy i miejsc, które szczególnie mnie urzekły.
Najpierw rzeźby Gustava Vigelanda.








Następnie plenery. Lasy, w których można kręcić bajki lub horrory bez dodatkowych ulepszeń pleneru. 









Fiordy z ich kamienistymi plażami...




Zachwyca wykorzystanie każdego skrawka przestrzeni i upiększanie....







 

 
I to co uwielbiałam oglądać, czyli "cudowne detale"...
 

termometr



Kamienie, które oplecione splotami szydełkowymi, służyły jako obciążniki do obrusu.









Jestem nadal, pomimo upływu czasu oczarowana. 
Pozdrawiam.

piątek, 13 maja 2016

Pobiesiadujmy:)))

Nastał maj :) Mój miesiąc:) 
I bardzo dobrze bo już nawet mnie, fankę zimna, znużyła wszechobecna ponurość. 
Minęły święta. 
Zakończyliśmy remont kuchni. 
Zorganizowaliśmy kilka uroczystości rodzinnych.
A teraz rozkoszujemy się pięknem tego świata. 
Jest cudnie! 
Tak cudnie, że nawet kolację zorganizowaliśmy w ogrodzie, przy świeżo zakupionym palenisku. 
Sprawiło to całej rodzinie całe mnóstwo radości. 


Maj, miesiąc szczególny, czczony "majówkami"... 
zaczyna się czas częstszych spotkań, 
szczególnie tych przy grillu. 
A ja postanowiłam podzielić się widokiem skopiowanych z internetu, 
propozycji nakryć stołu na taką okazję.
Pierwsza z propozycji to stół tak kolorowy, że niewątpliwie kojarzy się z majówką.

The Easter Table:

Drugi, bardziej subtelny, gdzie piękny obrus i dekoracje z drobnych kwiatów, 
wokół świec, sztućców, w wazonie i wokół niego to prostota i elegancja...

pretty:  

Trzeci, sielski, anielski, prosty i wiejski. Taki, przy którym chętnie bym usiadła i gawędziła... 
A taki obrus uszyję sobie.
Ale kiedyś, kiedy dorobię się konkretnego stołu do ogrodu.
Ten z ubiegłych lat kończy swój żywot. 
Jednak przy naszych planach wakacyjnych zabraknie na mój wymarzony stół,
 więc musimy biesiadować przy starym...
który nie nadaje się do fotografowania i prezentowania na blogu...
 
  table cloth:   

Postanowiłam pokazać kilka zdjęć, które nie są moją własnością, 
ale krążą po internecie ku chwale swoich autorów 
i osób aranżujących te kompozycje 
oraz radości osób oglądających. 
Jak już pisałam w poprzednim poście, mam ogromną słabość do pięknie nakrytych stołów. 
Niestety przy wszędobylskim pośpiechu,
 coraz mniej czasu mamy na celebrowanie posiłków. 
Zwłaszcza jeżeli chodzi o nakrycia stołów.
Staram się to zmieniać w naszym domu, ale za rzadko.
Wspólne posiłki - tak, 
ale dekoracje stołu - tylko na niedzielne obiadki 
i na spotkania ze znajomymi i rodziną.
Więc chociaż o tym napiszę....
Pozdrawiam:)
 

poniedziałek, 22 lutego 2016

Tęsknię za pisaniem ale brak mi czasu....

Podjęłam pracę "na etacie"....

   Od ponad pół roku pracuję ponownie "na etacie" i szczerze pisząc jest super. Brak czasu, nieustannie wysoki poziom adrenaliny i potrzeba zapanowania nad bieżącymi, codziennymi obowiązkami sprawia, że wszystko co można odłożyć na później trafia do "tego koszyczka" na czas bliżej nieokreślony. Tam też trafiło pisanie bloga... 
   Dodatkowo musiałam zająć się obszarami, którymi nigdy się nie zajmowałam a musiałam to "ogarnąć", pomimo braku chęci i czasu. I udało się! Sprawa zakończona. Wszyscy zadowoleni. Najbardziej ja z powodu zakończenia. I ku mojemu zaskoczeniu znalazł się czas na kilka spotkań, na które nie było czasu. Wierzyć się nie chce, że tyle się wydarzyło....
   Ale do rzeczy. Od jakiegoś czasu marzyłam o tym, żeby mój blog stał się bardziej ukierunkowany. Myślałam o dekoracji stołu. Temat ten jest mi szczególnie bliski. Zawsze uwielbiałam przeglądać obrusy mojej mamy, zgromadzone przez nią naczynia stołowe ( a wierzcie mi ma ich sporo), kryształy i szkło użytkowe, z których udziałem planowałam skromne ale eleganckie przyjęcia....książki, które przeglądałam i czytałam, krążą po mojej głowie i nie dają o sobie zapomnieć. Wszystko to wybitnie się nasila ( u mnie) w okresie świąt, kiedy dekoracje nabierają szczególnego znaczenia. A święta coraz bliżej...Znalazłam kilka zdjęć na internecie, które świetnie wpisują się w nastrój zbliżających się świąt. Więc wstawiam.
Z informacją, że nie są moje, ale mogą nam wszystkim pomóc a autorom przysporzyć jeszcze więcej chwały z powodu wspaniałych pomysłów...
A o wielkanocnych dekoracjach stołów napiszę następnym razem, o nieco wcześniejszej porze.
Pozdrawiam serdecznie :)


















czwartek, 2 lipca 2015

Ciąg dalszy zmian w pokoju nastolatka


Udało się.  
Wreszcie zrealizowałam plan związany z pościelą do pokoju naszego nastolatka. 
Miałam jeszcze kilka sztuk pościeli bawełnianej białej, pod którą nikt nie chciał spać. 
Przy okazji zmian, postanowiłam ją wykorzystać.
Naszyłam paski z materiału z Londynem na poszewkę na poduszkę i na poszwę. Uszyłam poszewkę na "jaśka". Efekt jest całkiem przyjemny dla oka. Nastolatek nie protestował, co już jest sporą radością (bo różnie bywa...). Uszyłam dwa komplety. Będzie na zmianę. 







Tyle na dzisiaj. Pozdrawiam serdecznie:)

wtorek, 30 czerwca 2015

Wisiorki i korale przejrzyście i estetycznie


Ja - kobieta "mało estetyczna", postanowiłam nieco to zmienić. Stwierdziłam, że najłatwiej będzie zacząć zmiany od wprowadzania dodatków do swojego "odzienia". Nawet zwykła czarna bluzeczka z ładnym wisiorkiem wygląda lepiej niż bez niego. Takie jest moje zdanie. Posiadam skromną kolekcję dodatków (piszę o wisiorkach, koralach, bransoletkach i kolczykach z kamieni, metalu lub plastików), ale rzadko z nich korzystałam, bo spoczywały, w świętym spokoju, w koszyczku. Oczywiście plątały się. A wychodząc nie zawsze miałam czas na ich rozplątywanie. I tym sposobem pozostawały, stale 
i niezmiennie, zjednoczone i splątane, w koszyczku. 
Znalazłam kilka sposobów na uporządkowanie moich zbiorów. Wybrałam najprostszy. Stare ramki, co do których miałam pewność, że już ich nie powieszę na ścianach pozbawiłam środka, czyli szybki i tektury. Męża poprosiłam o przycięcie płyty pilśniowej na wymiar wnętrza ramki (odrysowałam na płycie tekturę). A następnie włożyłam płytę w ramkę. Mąż przybił te ramki do boków wiszących półek w garderobie. Ja wkręciłam małe śrubki w płyty i powstała uporządkowana forma, gdzie każdy element jest dostępny, wszystko jest przejrzyste i  nie wymaga rozplątywania.
Tanio i szybko. Oczywiście zawartość moich zbiorów nie zachwyci zapewne wszystkich, ale o gustach się nie dyskutuje... Moje gadżety, mój gust. Ale pomysł może się komuś przydać. Polecam :)




niedziela, 7 czerwca 2015

Zbliżają się wakacje - czas podróży

Mój zachwyt nad woreczkami

Moja babcia Rozalka, która była osobą wielu talentów: umiała szyć, robiła piękne kwiaty z bibuły (niestety nie zachowały się), wspaniale gotowała i piekła, znała się na ziołach. Była pierwszą znaną mi twórczynią woreczków. Przechowywała w nich różne "dary natury". Do dziś (choć babcia już nie żyje), wspominamy jej worki, woreczki. Minęło wiele lat, w trakcie których miałam mieszane uczucia co do zdolności i "ekscentryczności" mojej babci. Teraz, kiedy sama jestem dorosłą kobietą, zaczynam bardziej je doceniać.
Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że na platformie handlowej Allegro można kupić różne, przeróżne woreczki i te, które mnie zachwyciły najbardziej, woreczki podróżne. Zróżnicowanie jakościowe, cenowe, kolorystyczne - spore. Uszyłam więc takie dla mojej rodzinki. A ponieważ mamy trójkę dzieci, to wiadomo - trochę szycia było. Obszyłam też w woreczki kilka znajomych osób. Zasada jest prosta. Wyjeżdżając pakujemy bieliznę osobistą do woreczka z napisem "czyste". W trakcie wyjazdu, wrzucamy brudną bieliznę do drugiego woreczka z napisem "brudne". A w walizce, lub innej torbie podróżnej, panuje porządek:)  Muszę przyznać, że początki oswajania z woreczkami naszych dzieci nie były łatwe. Nadal wrzucały do toreb brudną bieliznę a raz na jakiś czas do woreczka.... Ale to się zmieniło. Teraz, kiedy wyjeżdżają, same upominają się o woreczki. A nasza najmłodsza Em-tynka, nawet na weekend u koleżanki pakuje woreczki (sama wybrała tkaninę, z której są uszyte a napisy zażyczyła sobie po angielsku).
Nasz nastolatek po przyjeździe wrzuca do prania cały worek z napisem "brudne" i ma "z głowy".


Mój mąż również polubił pakowanie bielizny w woreczki, a tak wygląda jego komplet


A najstarsza córka wybrała sobie woreczki w kwiatki, ale ma je ze sobą, więc ich nie pokażę.


Takie dostała córka naszych znajomych: 


i inni....







  











A teraz próbując rozkręcić własną działalność uszyłam i wystawiłam na sprzedaż kilka innych wzorów. Ale najlepsze jest to (dla mnie), że zrobiłam swoje tło i jestem z niego dumna  jak "małe dziecko".
Pokażę Wam:

















Uszyłam komplety składające się z trzech woreczków, bo z własnego doświadczenia wiem, że taki zestaw sprawdza się najbardziej. Do małego woreczka na wyjazd można spakować: leki, opatrunki lub dodatki do włosów, takie jak: spinki, gumki, klamerki. A po zakończeniu podróży można spakować do niego duże woreczki i mieć pewność, że nie rozbiegną się i nie pogubią.
Polecam wszystkim:)
A o Tobie Anetko pamiętam:)